Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 września 2017

Jesienna miłość - Nicholas Sparks

Zawsze gdy sięgam po kolejną powieść tego autora zastanawiam się, czy uda się mu kolejny raz mnie wzruszyć do łez. Tym razem sięgnęłam po "Jesienną miłość", powieść na podstawie której powstał wzruszający i chwytający za serce film "Szkoła uczuć". Pewnie jak większość historię poznałam najpierw z filmu, ale w końcu postanowiłam sięgnąć po książkę.

London Carter rozpoczyna naukę w ostatniej klasie szkoły średniej. Do tego samego liceum uczęszcza Jamie Sullivan. Dziewczyna jest inna niż jej rówieśniczki: skromna, czytająca Biblię i opiekująca się swoim owdowiałym ojcem. Z tego też powodu jest narażona na drwiny innych, ale nie porzuca swoich zasad. Czy między pewnym siebie chłopakiem a niepozorną dziewczyną może narodzić się coś więcej? Bal licealny i świąteczne przedstawienie na pewno zmieni ich życie.

Książka wzruszyła mnie. Jest naprawdę piękna. Mimo, że film widziałam wiele razy to powieść poruszyła mnie. Uroniłam nawet kilka łez. Sparks potrafi tak pięknie pisać o miłości, uczuciach, że nie sposób się nie wzruszyć. Można by uznać, że już motyw jest oklepany i może nudzić. Skromna dziewczyna i przebojowy chłopak - ten motyw już wielokrotnie był wykorzystywany. Jednak autor uczucie opisał w tak piękny sposób, że sami chcielibyśmy przeżyć taką miłość: czystą, niewinną, bezwarunkową. Na uwagę zasługuje przemiana głównego bohatera, który pod wpływem miłości zmienił się na lepsze. Zarówno jego postać jak i Jamie została dobrze wykreowana. Dziewczyna wzbudziła we mnie szacunek i podziw tym, że zawsze niosła pomoc nie oczekując nic w zamian. Mimo, że była obiektem drwin nie straciła pogody ducha. Cieszyła się każdym dniem i chwilą w życiu. Była oparciem dla swojego ojca. Mimo, że wychowywał ją samotnie to stała się dobrym człowiekiem.

Powieść poznajemy z punktu widzenia Landona. Bardzo mi się to podobało, możemy mocniej przeżywać jego uczucia, emocje, to co w nim siedzi. Książkę dzięki lekkiemu językowi czyta się jednym tchem. Jedyną jej wadą jest to, że była za krótka. Mimo to przekazała nam wiele mądrości. Powinniśmy tak jak Jamie cieszyć się z każdego dnia, bo nigdy nie wiadomo co nam przyniesie los.

Polecam książkę, bo nie tylko można się przy niej wzruszyć do łez, ale ukazuje przede wszystkim piękno prawdziwej, bezwarunkowej  miłości, której w dzisiejszym świecie coraz ciężej spotkać. A na pewno nie każdy ma takie szczęście. Dzięki takim książkom chce się w nią wierzyć.

Moja ocena: 8/10

Nicholas Sparks
Jesienna miłość
Wydawnictwo Albatros 2012
Ilość stron: 224

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytamy zekranizowane książki
Wielkobukowe wyzwanie czytelnicze (Amerykańska sielanka)
ABC czytania (wariant 1 - Literka J)

środa, 19 kwietnia 2017

Najdłuższa podróż - Nicholas Sparks

Nicholas Sparks należy do tych autorów, którego książki chyba nigdy mi się nie znudzą. Umie tak pięknie pisać o miłości, że za każdym razem ronię łzę, a nawet kilkanaście. Tak też było w przypadku powieści "Najdłuższa podróż". Po raz kolejny dałam się oczarować jego historii.

 Tym razem autor przedstawił dwie historie o miłości, z czym się nie spotkałam dotychczas.

Sophia jest studentką historii sztuki. Pewnego dnia, żeby pozbierać się jakoś po rozstaniu z chłopakiem, który kolejny raz ją zdradził, daje namówić się koleżance na wypad na rodeo. Tam poznaje Luke'a, jednego z ujeżdżaczy byków. Młodzi od razu znajdują ze sobą wspólny język, choć pochodzą z zupełnie dwóch różnych światów: ona pochodzi z miasta, on prowadzi razem z matką rancho. Wkrótce ich wzajemna sympatia przeradza się w  miłość.  Jednak, jak to w powieściach Sparksa w którymś momencie pojawiają się problemy i młodzi muszą się z nimi zmierzyć. Czy wyjdą z tego zwycięsko?

Druga historia opowiada losy staruszka: Iry Levinsona. Jest on od kilku lat wdowcem. Wraz ze śmiercią swojej żony jego życie straciło sens. Pewnego dnia ma wypadek samochodowy i zostaje uwieziony w aucie. Jest świadomy tego, że pomoc może nie nadejść i przyjdzie mu tu umrzeć. Jedynie wspomnienie swojej zmarłej żony Ruth, pomaga mu jakoś przetrwać te ciężkie chwile. Towarzyszy mu ona przez cały czas i nie każe się poddawać. Ponadto przywołuje wspomnienia pięknych chwil, które razem przeżyli i to pomaga mężczyźnie jakoś przetrwać.

Te dwie historie są rożne, ale łączy je jedno: prawdziwa, głęboka miłość. W pewnym momencie losy bohaterów się przecięły w naprawdę zaskakujący sposób. Autor potrafi w tak piękny sposób pisać o miłości, że za każdym razem, kiedy biorę do rąk jego książkę wzruszam się. Doskonale umie grać na ludzkich emocjach. Mimo, że to nie jest jakiś trzymający w napięciu kryminał to i tak kolejne rozdziały chłonęłam jak gąbka wodę, a szczególnie pod koniec to już czytało się w ekspresowym tempie, gdy autor już połączył oba wątki.  Podobało mi się, że autor przeplatał między sobą dwie te historie. To sprawiło, że powieść była jeszcze bardzie fascynująca i ciekawa. Ale która z nich wydała mi się ciekawsza? Nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie, bo nie umiałabym na to odpowiedzieć. Niemniej jednak powieść jest naprawdę warta przeczytania. Cieszę się, że wzięłam ją do ręki przed obejrzeniem ekranizacji, którą naprawdę chciałabym zobaczyć. Powieści Sparksa także na ekranie potrafią chwycić za serce.  Gorąco polecam!


Moja ocena: 9/10


Nicholas Sparks
Najdłuższa podróż
Wydawnictwo Albatros 2015
Liczba stron: 496


Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytamy zekranizowane książki 
ABC czytania (wariant 1 - literka N)
Czytam,  ile chcę

środa, 1 lutego 2017

Uzdrowiciel - Antti Tuomainen

Powieść została uznana za najlepszą powieść fińską 2011 roku. Teraz po lekturze śmiem twierdzisz, że jest wiele lepszych. Ale jest to moje skromne zdanie.

Akcja powieści została umiejscowiona w nieodległej przyszłości, kiedy to świat zmienił się pod wpływem zmian klimatycznych i jedynym miejscem do życia stała się północ. Helsinki, w których dzieje się akcja także nie były oszczędzone pod wpływem tej katastrofy. Miasto jest niszczone przez powodzie, kończą się zapasy wody pitnej i jedzenia a jakby tego było mało po mieście grasuje morderca, któremu nadano pseudonim Uzdrowiciel, który winą za zmiany klimatyczne obarcza prezesów korporacji  i to na nich się mści zabijając ich  całe rodziny.

Jedna z dziennikarek helsińskiej  gazety - Johanna Lehtinen znika podczas zbierania materiałów do reportażu na ten temat. Jej zniknięcie bardzo niepokoi jej męża - Tapio i chyba tylko jego. Policja jak i jej przełożony mają związane ręce, poza tym mają ważniejsze sprawy na głowie. Tapio jest zdany tylko na siebie i sam postanawia odnaleźć żonę. W trakcie śledztwa odkrywa, że Johannę i głównego podejrzanego łączyło kiedyś uczucie, a osoby, których uważał za najlepszych przyjaciół także coś odkrywają. Tylko co?

Styl autora jest lekki, dzięki czemu szybko się czytało książkę. Świat przedstawiony przez autora nie wydaje się aż taki odległy.  Pozbawione prądu miasto,dzielnice biedy, brudne dzielnice, gdzie panoszą się wszelkie choroby. Nie wiemy dokładnie czy za kilkanaście lat świat nie będzie tak wyglądał. Jednak ta wizja, którą nam ukazał autor wydaje się naprawdę przerażające. Czułam dreszcze wyobrażając sobie to wszystko. Całą książkę czytało się z emocjami, bo zastanawiałam się nad rozwikłaniem zagadki zniknięcia Johanny. Myślałam, że finał będzie spektakularny. Zawiodłam się. Może inni lubią takie zakończenia, ja niestety nie. I to zakończenie zepsuło mi zachwyt książką. Niemniej jednak może innym się spodoba.

Tak do końca jednak nie można skreślać książki, bo autor przedstawił nam katastrofalną wizję świata, której mam nadzieję, że nigdy nie zobaczę. Doskonale wyczuwało się ten klimat powieści. Powodowała ona we mnie trochę grozy i strach. Już to jest na plus dla autora, że potrafi w czytelniku wzbudzić takie emocje, pobudzić wyobraźnię.  Zagadka ciekawa, ale jak dla mnie zbyt mało udane było zakończenie.

Moja ocena: 7/10

Antti Tuomainen
Uzdrowiciel
Wydawnictwo Albatros 2013
Liczba stron: 240

wtorek, 31 maja 2016

Toskańska róża - Belinda Alexandra

Lubicie książki osadzone w czasach II wojny światowej? Jeżeli tak to ta pozycja powinna przypaść wam do gustu. Ja, szczerze powiedziawszy nie przepadałam za tego typu historiami, ale chyba zmienię zdanie. Autorka umiejętnie wplotła fikcje literacką w czasy wojenne. 

Akcja powieści toczy się we Włoszech, we Florencii. Mamy 1914 rok. Nieznany mężczyzna przynosi do klasztoru Santo Spirito niemowlę płci żeńskiej. W pieluszce ukrył srebrny klucz - talizman, który w przyszłości pozwoli rozwiązać zagadkę pochodzenia. 

Rosa Bellocchi wychowana przez zakonnice otrzymuje staranne wykształcenie: uczy się języków obcych, muzyki, matematyki. Gdy kończy piętnaście lat do klasztoru przybywa markiz Scarfiotti poszukując guwernantki dla swojej córki Clementiny. Tak Rosa opuszcza klasztor i zamieszkuje w willi mężczyzny. Rezydencja kryje wiele mrocznych tajemnic. Rosa jest obdarzona także zdolnościami parapsychicznymi i cechuje ją niezwykła wrażliwość.  Nie wie, że trafiając do rezydencji jej życie się zmieni, niekoniecznie na lepsze. Poznaje zimną i nieobliczalną żonę markiza. Kobieta jest zagorzałą faszystką i popiera Mussoliniego, a nawet uznaje się za jego przyjaciółką. W kraju rządzonym przez nieobliczalnego dyktatora  każdy jego przeciwnik jest wtrącany do więzienia. Do faszystowskiej celi, bez wyroku, trafia także Rosa, fałszywie oskarżona o pomoc w aborcji, która zakończyła się śmiercią pokojówki. W więzieniu dziewczyna przechodzi przez piekło: w wieku szesnastu lat zostaje zgwałcona przez strażnika więziennego i zachodzi w ciążę. W zamian za dozgonne milczenie na temat  sekretów rodziny Scarffiottich zostaje uwolniona. Wraz z malutką córeczką jest zdana tylko na siebie. Nie może liczyć na pomoc państwa. W jej papierach figuruje "Wróg narodu". Jest obdarzona niezwykłą wolą przetrwania i uczyni wszystko, żeby zapewnić swojej córeczce godne życie. Los postawi na jej drodze dwóch mężczyzn, z których każdy jest w niej zakochany. Po latach poszukiwań w końcu pozna zagadkę swojego pochodzenia i odnajdzie matką. Czy jednak warto było? 

Książkę polecił mi znajomy i mogę szczerze przyznać, że cieszę się iż dałam się namówić. Kiedyś nie przepadałam za tego typu powieściami, osadzonymi w czasach II wojny światowej. Wydawało mi się, że nie będą mi się podobać, że będą mnie nudzić, bo będzie tylko o wojnie. Na szczęście po tej książce chyba zmienię zdanie. Czytało mi się ją naprawdę dobrze i z wielkim zainteresowaniem poznawałam dalsze losy Rosy. Autorce udało się stworzyć naprawdę charakterystyczną postać. Rosa od początku wzbudziła moją sympatię. Mimo licznych przeciwności losu nie poddawała się tylko walczyła o przyszłość swoją i swojej córeczki. W tamtych czasach kobiety takie jak ona, niezamężne jeszcze na dodatek z dzieckiem były traktowane gorzej, prawie tak jak dziwki. Stanowiły gorszą kategorię. 

Autorka  z dbałością o każdy szczegół przedstawiła losy ludzi żyjącym w kraju rządzonym przez faszystę, nieobliczalnego Mussoliniego. Zgłębiając losy naszych rodaków będących pod okupacją niemiecką nigdy nie zastanawiałam się jak było w innych krajach. A we Włoszech także nie było lżej. Zwykli ludzie bez wyroku zostali wtrącani do więzienia i mogli tam spędzić wiele lat. Za działalność antyfaszystowską groziła śmierć, ale mimo to nie brakowało prawdziwych patriotów, którzy walczyli o wolny kraj. Autorka nie oszczędza czytelnika. Przy opisach tortur, jakim poddawano partyzantów można naprawdę się przerazić. Bardzo podobało mi się tło historyczno-społeczne. Dodaje to autentyczności i realności całej historii. Mimo, że niektórym przedstawione wydarzenia mogę się wydawać zbyt nieprawdopodobne albo obfitujące w zbyt dużo zbiegów okoliczności, mnie to nie zrażało. Wprost przeciwnie. Sprawiło, że powieść była dla mnie nieprzewidywalna i ciekawa. Również zagadka pochodzenia Rosy była dla mnie zaskoczeniem. Nie spodziewałam się tego. Książkę polecam miłośnikom rodzinnych tajemnic i powieści osadzonych w czasach II wojny światowej. 


Moja ocena: 9/10

Belinda Alexandra
Toskańska róża
Wydawnictwo Albatros 2013
Liczba stron: 624

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Czytam opasłe tomiska

niedziela, 22 maja 2016

Ręka Fatimy - Ildefonso Falcones

Kiedy kilka lat temu przeczytałam "Katedrę w Barcelonie"  byłam zachwyconą powieścią. Autor zadbał o każdy szczegół, doskonale przedstawił tło historyczne. Poza tym lekki i przystępny styl powodował, że książkę czytało się jednym tchem. Gdy w tym roku postanowiłam zapoznać się z jego kolejną pozycją zastanawiałam się czy ta książka wzbudzi we mnie takie same emocje. Co prawda "Ręka Fatimy" nie umywa się do jej poprzedniczki, ale mi bardzo się podobała  i także czytałam z zapartym tchem.

Ręka Fatimy jest to popularny wśród muzułmanów talizman mający chronić przed złem. Pięć palców dłoni symbolizuje pięć filarów islamu: wyznanie wiary, modlitwa, jałmużna, post oraz pielgrzymka do Mekki.

Akcja powieści rozgrywa się w XVI-wiecznej Hiszpanii, kiedy to w Grenadzie wybuchło powstanie muzułmańskie przeciwko chrześcijanom. W takiej społeczności żyje główny bohater powieści Hernando Ruiz - syn zgwałconej przez katolickiego księdza muzułmanki - Aichy. Z powodu swej podwójnej tożsamości jest odtrącony zarówno przez chrześcijan jaki i muzułmanów, którzy nazywają go "nazarejczykiem". Jego ojczym darzy go nienawiścią od samego początku i chłopak jest traktowany gorzej od własnego rodzeństwa, które gubi się w trakcie powstania. Przez przypadek poznaje Fatimę, którą początkowo bierze za jedną ze swoich sióstr. Młodzi zakochują się w sobie, jednak ich miłość będzie wystawiona na wiele prób. Chłopak dostaje się w niewolę do korsarzy, a dziewczyna jest zmuszona poślubić Brahima, ojczyma Hernanda. Po klęsce powstania muzułmanie  osiedlają się w Kordobie, gdzie zmuszeni są wyrzec się swojej wiary i przyjąć chrześcijaństwo. Nowi chrześcijanie zostają nazwani moryskami.  Hernando w ukryciu walczy o to, żeby połączyć dwie religie. Z tego powodu jest odrzucony przez swoich braci - muzułmanów, którzy myślą, że ich zdradził. Nikomu nie może powiedzieć, że tak naprawdę walczy o ich wiarę i jest w tym osamotniony.  Już jako dorosły mężczyzna ciągle jest rozdarty miedzy dwie religie i dwie kobiety, które kocha. 

Autor zadbał o każdy szczegół historyczny. Mimo, że Hernando to postać fikcyjna w tamtym czasach na porządku dziennym zdarzały się gwałty dokonywane przez katolickich księży na muzułmańskich kobietach. To i wiele innych spraw powodowało nienawiść między tymi narodami. Ciężki los spotykał muzułmańskie dzieci, które zostały odbierane rodzinom i sprzedawane chrześcijanom, którzy wychowywali je według swojej wiary. Książka opisuje ciężki los morysków, ich zmagania się z trudnym losem. 

Powieść jest historią o miłości, przyjaźni, nienawiści, często obfituje w opisy przemocy. Ale jednak najważniejsze jest to historia o głębokiej wierze, w imię której gotowi byli poświęcić swoje życie. Mi bardzo się podobało i nie zraziła mnie ilość stron, bo bardzo dobrze mi się czytało. Podziwiam autora, że stworzył takie dzieło, zadbał o każdy detal. Gorąco polecam, nie tylko wielbicielom powieści historycznych. 


Moja ocena: 9/10

Ildefonso Falcones
Ręka Fatimy
Wydawnictwo Albatros 2010
Liczba stron: 944


Książka bierze udział w wyzwaniach: 
Czytam opasłe tomiska
Mini book challenge (książka, która ma więcej niż 800 stron)
ABC Czytania (wariant 1 - literka R)

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Pamiętnik - Nicholas Sparks

Niewielu jest autorów, którzy piszą tak pięknie o miłości jak Nicholas Sparks. Przeczytałam kilka jego pozycji i każdą się zachwycałam. Nie przeczytałam wcześniej jego debiutanckiej powieści, ale właśnie nadrobiłam tą skuchę.

Pensjonariusz domu opieki czyta chorej na Alzheimera staruszce historię pewnej miłości, która narodziła się między biednym chłopakiem i dziewczynie z miasta pochodzącej z bogatej rodziny, dzięki lekturze na nowo przeżywa swoją pierwszą, niezapomnianą i wielką miłość.

Ta historia po prostu mnie oczarowała. Aż żałuję, że wcześniej nie miałam okazji jej przeczytać. Jest po prostu wspaniała. Autor zręcznie operuję tutaj językiem, że czuje się prawdziwe emocje przy lekturze. Sama nie wiem, kiedy wniknęłam w ten pięknie przedstawiony świat. Aż dziw, że taką piękną historię o miłości napisał mężczyzna. Nie każdy tak potrafi, ale Sparks ma do tego prawdziwy talent. Nie zobaczymy tutaj wielkiej namiętności, chociaż jest opisana scena zbliżenia, ale pokazana w tak piękny sposób. Jak zdążyłam zauważyć po lekturze kilku jego pozycji, że skupia się bardziej na sferze duchowej. Sfera fizyczna jest dodatkiem, uzupełnieniem tego pięknego uczucia jakim jest miłość. Dzięki takim książkom jak „Pamiętnik” człowiek zaczyna odzyskiwać wiarę w miłość. Kto nie marzy o przeznaczeniu i pokonaniu wszystkich przeciwności losu, żeby w końcu być z ukochaną osobą do końca życia: na dobre i na złe.

Styl autora bardzo mi się podoba. Czyta się lekko i przyjemnie, nie można się oderwać. Nie wiem jak autor to robi, że jego książki tak wzruszają i poruszają tyle serc, mam nadzieję, że nie tylko kobiecych. Tak sobie myślę, że musi być wrażliwym człowiekiem, bo inaczej nie napisałby takiej poruszającej, chwytającej za serce powieści.

Już wiele przeczytałam historii o miłości, ale żadna nie wywarła na mnie takiego wrażenie jak właśnie „Pamiętnik”. Jest bardzo wzruszająca i nie wstydzę się przyznać, że uroniłam więcej niż jedną łzę. Po jej skończeniu długo nie mogłam dojść do siebie. Wciąż od nowa przeżywałam wszystko. Jak szkoda, że w życiu rzadko zdarza się tak silne, niesłabnące uczucie. Mam właściwie tylko jeden minus co do książki: była zbyt krótka. Chciałoby się ja czytać i czytać. Historia Allie i Noaha jest naprawdę niezwykła i niezapomniana. Ja na pewno i niej nie zapomnę i jeszcze nie raz kiedyś po nią sięgnę.


Nicholas Sparks
Pamiętnik
Wydawnictwo Albatros 2015
Liczba stron: 256


Książka bierze udział w wyzwaniach
Czytamy zekranizowane książki
ABC czytania ( wariant 1-literka P)

wtorek, 5 stycznia 2016

Zemsta Manitou - Graham Masterton



Zachęcona poprzednią częścią cyklu o Manitou nie mogłam się powstrzymać i sięgnęłam po tom drugi. Nie zawiodłam się. Autor utrzymał poziom.



Misquamacus powraca żeby dokonać krwawej zemsty. Wciela się w ośmioletniego chłopca i zapowiada, że w dniu ciemnych gwiazd odrodzi się dwudziestu dwóch szamanów, którzy za każdego jednego zabitego Indianina zabiją człowieka białej rasy. Znowu przeciwnikiem demona jest Harry Erskine i Śpiewająca Skała. Ale jest z nimi także Neil Frecher, ojciec chłopca, w którego właśnie wniknął Misquamacus.



Neil od razu wiedział, że z synem dzieje się coś złego. Zaczęło się od koszmarnych snów i wizji człowieka w szafie. Także mężczyźnie ukazał się duch i zdradził swoje plany. Jednak nikt nie chce mu wierzyć, ani żona, ani przyjaciele. Uważają, że to wpływ stresu i przepracowania. A Neil wie, że nie zwariował. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Odkrywa, że nie tylko jego syna nawiedzają przerażające sny. Wszystkie dzieci w klasie Toby'ego mają koszmary. Neil wie, że to nie jest przypadek i dzieje się coś czego nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć. Trafia do Billy'ego Ritchie'ego, który jako jedyny zna wiele legend o Indianach i od niego dowiaduje się najgroźniejszym z indiańskich szamanów. Starszy człowiek opowiada mu także o przepowiedni, że 22 szamanów odrodzi się, żeby dokonać zemsty na śmierć swoich braci. Neil przeczuwa, że ma to związek z jego synem i dziećmi z jego klasy. Billy daje mu namiary na Harry'ego Erskina, jasnowidza, który miał już do czynienia z Misquamacusem i kiedyś udało mu się go pokonać. Neil nie ma innego wyjścia jak poprosić jasnowidza o pomoc. Razem z nim i Śpiewającą Skałą będą starali się zapobiec mającej iść katastrofie i uratować dzieci, w ciała których mają się wcielić szamani.



Książka trzymała poziom. Wyczuwało się to narastające napięcie, nie mogłam się doczekać do będzie dalej. Nie wiało nudą. Tak jak w przypadku pierwszej części są odniesienie do wierzeń indiańskich, co było interesujące i sprawiało, że wszystko było dopracowane. Były oczywiście absurdy, z których można się pośmiać, jak np. wątek z prześcieradłem, ale nie będę zdradzać, żeby nie psuć zabawy, komuś, kto chciałby przeczytać tą pozycję. Zakończenie może nie było tak zaskakujące, jak w przypadku „Manitou”, ale książka na tym nie straciła. Jestem pewna, że sięgnę po dalsze części serii. Polecam dla miłośników autora, aczkolwiek nie jest to wybitna pozycja. Ot dla zwykłej rozrywki i tak trzeba to traktować.




Graham Masterton

Zemsta Manitou

Cykl: Manitou (tom 2)

Wydawnictwo Albatros 2012

Liczba stron: 304


Moja ocena 7/10

piątek, 11 grudnia 2015

Manitou - Graham Masterton

Tą pozycję powinien chyba znać każdy miłośnik literatury grozy. Ja zbytnio się nie zaczytuje w tego typu powieściach, tylko od czasu do czasu. Po „Manitou” sięgnęłam z czystej ciekawości. Jest to debiut powieściowy Grahama Mastertona, dzięki któremu przyniósł autorowi sławę.



Głównym bohaterem jest Harry Erskine – jasnowidz. Chociaż nie można go tak nazwać. Jest on zwykłym oszustem, szarlatanem, który znalazł sposób na wyciąganie pieniędzy od starszych kobiet. Pewnego razu trafia do niego młoda kobieta, Karen Tandy. I to spotkanie odmienia jego życie. Okazuje się, że w jej ciele odradza się duch największego indiańskiego szamana Misquamacusa, który powrócił po trzynastu latach, żeby dokonać zemsty za śmierć swoich braci. Dziewczyna trafia do szpitala. Lekarze nie mogą usunąć jej stale powiększającej się narośli, gdyż narazili by ją na śmierć. Wkrótce Misquamacus opuszcza ciało kobiety i wtedy zaczyna się walka o życie. Zaczynają ginąć ludzie. Harry wraz z szamanem Śpiewająca Skałą próbują unicestwić demona, a nie jest to takie proste.



Jak na debiut literacki to książka jest dobra. Wartka akcja, która sprawia, że nie można się od niej oderwać. Po raz pierwszy spotkałam się z powieścią, która jest oparta na wierzeniach Indian i to było bardzo fascynujące. Autor nie przynudzał. Prawdę mówiąc po debiucie nie spodziewałam się zbyt wiele, a tu taka niespodzianka. Może nie jest to zbyt wybitna powieść, ale mnie się podobała. Autor lubi budować napięcie i zaciekawić czytelnika. Jedno jest pewne: na pewno sięgnę po dalsze części cyklu, bo zapowiada się całkiem interesująco. Może przekonam się i znowu zacznę czytać tego typu literaturę. Co do grozy, to ja akurat się nie bałam, ale mało jest rzeczy które teraz mogą mnie przestraszyć. Może jakby była młodsza. Niemniej jednak jest to pozycja godna polecenia dla miłośników tego gatunku.





Graham Masterton

Manitou

Cykl: Manitou ( tom 1)

Wydawnictwo Albatros 2012

Liczba stron: 272


Moja ocena 8/10

poniedziałek, 26 października 2015

Ucieczka Andromedy - Joaquin Borrell

Książka wpadła mi w łapki podczas promocji w Tesco, gdzie nieraz za grosze wyszukuje ciekawe dla siebie pozycje do przeczytania. Zachęciła mnie piękna okładka i opis. Nie spodziewałam się za wiele, ale zakupu nie żałuje.

Akcja dzieje się w Italii, a dokładnie w II połowie XVI wieku. Młody malarz Felice Righetii bierze udział w konkursie ogłoszonym przez księcia Parmy. Jego tematem jest wolna kompozycja na temat mitu Greckiej księżniczki Andromedy. Do udziału został dopuszczony tylko dzięki staraniom swojego stryja, będącego proboszczem miejscowej parafii. Inni biorący udział w konkursie powątpiewają w talent chłopaka. Nie uważają go za żadną konkurencję. On sam także nie wie, czy podoła, tym bardziej, że brak mu natchnienia i inspiracji. Aż do pewnej nocy, gdy w czasie ulewnej burzy na dziedziniec kościoła wpada powóz ciągnięty przez rozpędzone konie. Siedząca w nim dziewczyna ucieka przed swoimi prześladowcami – wysłannikami lokalnego szefa policji Lo Sparviero. Chłopak udziela jej schronienia w swojej krypcie, służącej mu za prowizoryczną pracownię. Urzeczony urodą nieznajomej postanawia uczynić z niej swoją modelkę. Ona się zgadza. Spędzają ze sobą mnóstwo czasu, prowadząc ze sobą rozmowy na temat sztuki i życia.
Książkę czyta się szybko, przede wszystkim ze względu na lekki język. Na uwagę zasługuje dbałość autora o szczegóły. Poznajemy cały kunszt malarza, powstawanie dzieła. Tak jakbyśmy byli obok bohatera i przyglądali się z boku, jak tworzy obraz. 

Historia stanowi alegorię do świata mitycznej księżniczki Andromedy, więc poniekąd możemy się spodziewać zakończenia. Felice stanie się Perseuszem – herosem , który uwolnił Andromedę od bestii. 

Książka przypadnie do gustu na pewno osobom zainteresowanym malarstwem. Mnie ona nie zachwyciła, dlatego, że akcja zbytnio się wlecze. Toczyła w miejscach, które mogłabym policzyć na palcach jednej ręki: krypta, cmentarz, kościół. Osoby szukające ambitnej powieści historycznej mogą być rozczarowane. To pozycja lekka, przyjemna, w sam raz na jesienny wieczór dla zabicia czasu. 


 
Joaquin Borrell
Ucieczka Andromedy
Wydawnictwo Albatros 2011
Liczba stron: 246

Moja ocena 7/10 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...