Po przeczytaniu "Zanim się pojawiłeś" byłam zachwycona książką, chociaż nie skończyła się zbyt szczęśliwie. Polubiłam Lou i jak tylko okazało się, że autorka za namową fanów postanowiła napisać następną część już nie mogłam się doczekać, aż trafi do moich rączek.
Luisa jakoś stara się żyć po śmierci Willa, tylko kompletnie nie wie jak ma to zrobić. Żyje wspomnieniami o mężczyźnie którego kochała. Stara się żyć tak jak jej przykazał, iść do przodu, ale niezbyt jej to wychodzi. Gdy wraca z podróży z Europy, kupuje mieszkanie i zatrudnia się w barze na lotnisku. Pozornie wszystko wydaje się w porządku. Można by przypuszczać, że jakoś poukładała to swoje życie i pogodziła się ze stratą bliskiej osoby. Nic bardziej mylnego. Gdy wraca do pustego mieszkania jest nękana przez wspomnienia i rozpamiętywanie tego co się stało. Podczas spaceru na dachu budynku ma wypadek. Rodzina myśli, że chciała popełnić samobójstwo. Żeby wyprowadzić ich z błędu i udowodnić, że tak nie jest zapisuje się do grypy wsparcia dla osób, którzy stracili kogoś bliskiego. Poznaje tam nowe osoby. Czy pomogą jej one wyjść na prostą? Czy Lou otworzy się na nową miłość, która pojawi się na horyzoncie?
Już przy poprzedniej części spodobał mi się styl autorki i to się nie zmieniło. Przyznam szczerze, że troszkę obawiałam się czytać kontynuację kultowej powieści. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Czytało się z rosnącym napięciem i zainteresowaniem. Polubiłam Lou już w pierwszej części, a w tej jeszcze bardziej wzbudziła moją sympatię. Podoba mi się jak autorka wykreowała jej postać. Myślałam, że w drugiej części będzie od razu nowa miłość, nowe życie. Na szczęście wszystko dzieje się powoli, stopniowo. W tej powieści zostało ukazana żałoba po śmierci ukochanej osoby i próba pogodzenia się z rzeczywistością. Nie jest to łatwe, bo rany są wciąż jeszcze świeże i ciągle myślimy o tej osobie, o tym, że już nigdy jej nie zobaczymy. Lou właśnie była w takiej sytuacji. Will w pożegnalnym liście prosił ją, żeby żyła dalej. Ona próbuje, chociaż na początku ciężko jej to wychodzi. Poznajemy także nowe postacie: nastolatkę Lily, którą Lou się zaopiekuje i Sama, mężczyznę, który odegra w jej życiu dużą rolę. Czy Lou w końcu pogodzi się z losem i pozwoli odejść Willowi, żeby dać szansę nowemu uczuciu? Tego można się dowiedzieć z powieści.
Podobnie jak w przypadku "Zanim się pojawiłeś" także w tej powieści, mamy narratora pierwszoosobowego, co pomaga się wczuć w emocje głównej bohaterki, z którą przeżywamy jej wszystkie smutki i radości. Autorka poza momentami wzruszającymi i chwytającymi za serce wprowadziła dużą dawkę humoru. Nowe wątki i postacie wprowadziły do powieści pewną świeżość. Powieść jest ku pokrzepieniu serc. Pokazuje, że nawet po najgorszej tragedii można się podnieść i uczyć się żyć na nowo. Trzeba tylko w to mocno wierzyć. Serdecznie polecam.
Moja ocena 8/10
Jojo Moyes
Kiedy odszedłeś
Cykl: Zanim się pojawiłeś (tom 2)
Wydawnictwo Między Słowami 2016
Liczba stron: 496
Książka bierze udział w wyzwaniach:
ABC czytania (wariant 1 - literka K)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Angielska. Pokaż wszystkie posty
piątek, 13 października 2017
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes
Pamiętam jak swego czasu ta książka dosłownie "królowała" na blogach. Zazwyczaj nie ulegam "modom" na jakąś książkę, dlatego postanowiłam poczekać aż emocje troszkę opadną i dopiero się za nią wziąć. Czy było warto? A o tym dowiecie się poniżej.
Dwudziestosześcioletnia Lou Clark pracuje w kawiarni Bułka z masłem. Odpowiada jej ta praca, która pozwala jej spokojnie żyć. Jednak z dnia na dzień jej świat wywraca się do góry nogami. Traci pracę, która była sporym zastrzykiem gotówki dla 4-osobowej rodziny i pozwalała im wiązać koniec z końcem. Spośród wielu ofert pracy trafia się praca opiekunki sparaliżowanego mężczyzny. Lou mimo, że nie ma doświadczenia dostaje tą pracą. Tak poznaje swojego podopiecznego - Willa Traynora. Mężczyzna jest w kwiecie wieku, ale wypadek spowodował, że stracił chęć do życia. Lou musi sprawić, żeby ją odzyskał. Czy jej się uda?
Początkowo myślałam, że będzie to kolejne ckliwe romansidło z happy endem. Pomyliłam się. Ale to dobrze. Dostałam kawał dobrej literatury kobiecej. Książka porusza trudne tematy jak niepełnosprawność czy eutanazja, który stanowi temat tabu. Autorce jednak udało się tak napisać powieść, że jest łatwa w odbiorze. Jej lekki styl pióra sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Narracja jest pierwszoosobowa z punktu widzenia Lou, co sprawia, że doskonale wczuwamy się w jej sytuację, jej odczucia i razem z nią przeżywamy wiele emocji. Powiem szczerze, że coraz częściej taka forma narracji mi odpowiada.
Doskonale wykreowane postacie, zarówno Lou jak i Will. Pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, ale z czasem nawiązują nić sympatii, która z czasem przeradza się w coś głębszego. Lou jest przedstawiona jako kolorowy ptak, ma swój specyficzny styl ubierania, chce prowadzić spokojne życie, nie wychylać się. Ale ma to swój powód i to Will go pozna. Także on odmieni jej życie. Sprawi, że dziewczyna zacznie inaczej na nią patrzeć. Will przed wypadkiem był pełnym życia i wigoru młodym mężczyzną. Brał z życia całymi garściami. Jedna chwila sprawiła, że jego życie uległo całkowitej zmianie. Wypadek spowodował, że znalazł się na wózku inwalidzkim. To sprawiło, że stracił chęć do życia. Dzięki Lou początkowo zacznie się z niego cieszyć. Jednak czy jej poświęcenie, oddanie i miłość powstrzyma go przed dramatycznym krokiem, aby przerwać swoją egzystencję? Tego musicie sami się dowiedzieć czytając książkę. Autorka niejednokrotnie mnie zaskoczyła, tak było także w przypadku zakończenia. Spodziewałam się innego, ale widocznie taki był zamysł. Po głębszym zastanowieniu i ja uznałam, że to musiało tak być. Nawet łza zakręciła mi się w oku a to jest jak najbardziej na plus, bo rzadko trafiam na książkę, przy której się wzruszam.
Jest to wspaniała, wzruszająca powieść, która na długo zostanie w mojej pamięci. Polecam!
Moja ocena: 9/10
Jojo Moyes
Zanim się pojawiłeś
Cykl: Zanim się pojawiłeś (tom 1)
Wydawnictwo: Świat Książki 2016
Liczba stron: 384
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytamy zekranizowane książki
Wielkobukowe wyzwanie 2017 (Herbatka u Królowej)
Dwudziestosześcioletnia Lou Clark pracuje w kawiarni Bułka z masłem. Odpowiada jej ta praca, która pozwala jej spokojnie żyć. Jednak z dnia na dzień jej świat wywraca się do góry nogami. Traci pracę, która była sporym zastrzykiem gotówki dla 4-osobowej rodziny i pozwalała im wiązać koniec z końcem. Spośród wielu ofert pracy trafia się praca opiekunki sparaliżowanego mężczyzny. Lou mimo, że nie ma doświadczenia dostaje tą pracą. Tak poznaje swojego podopiecznego - Willa Traynora. Mężczyzna jest w kwiecie wieku, ale wypadek spowodował, że stracił chęć do życia. Lou musi sprawić, żeby ją odzyskał. Czy jej się uda?
Początkowo myślałam, że będzie to kolejne ckliwe romansidło z happy endem. Pomyliłam się. Ale to dobrze. Dostałam kawał dobrej literatury kobiecej. Książka porusza trudne tematy jak niepełnosprawność czy eutanazja, który stanowi temat tabu. Autorce jednak udało się tak napisać powieść, że jest łatwa w odbiorze. Jej lekki styl pióra sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Narracja jest pierwszoosobowa z punktu widzenia Lou, co sprawia, że doskonale wczuwamy się w jej sytuację, jej odczucia i razem z nią przeżywamy wiele emocji. Powiem szczerze, że coraz częściej taka forma narracji mi odpowiada.
Doskonale wykreowane postacie, zarówno Lou jak i Will. Pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego, ale z czasem nawiązują nić sympatii, która z czasem przeradza się w coś głębszego. Lou jest przedstawiona jako kolorowy ptak, ma swój specyficzny styl ubierania, chce prowadzić spokojne życie, nie wychylać się. Ale ma to swój powód i to Will go pozna. Także on odmieni jej życie. Sprawi, że dziewczyna zacznie inaczej na nią patrzeć. Will przed wypadkiem był pełnym życia i wigoru młodym mężczyzną. Brał z życia całymi garściami. Jedna chwila sprawiła, że jego życie uległo całkowitej zmianie. Wypadek spowodował, że znalazł się na wózku inwalidzkim. To sprawiło, że stracił chęć do życia. Dzięki Lou początkowo zacznie się z niego cieszyć. Jednak czy jej poświęcenie, oddanie i miłość powstrzyma go przed dramatycznym krokiem, aby przerwać swoją egzystencję? Tego musicie sami się dowiedzieć czytając książkę. Autorka niejednokrotnie mnie zaskoczyła, tak było także w przypadku zakończenia. Spodziewałam się innego, ale widocznie taki był zamysł. Po głębszym zastanowieniu i ja uznałam, że to musiało tak być. Nawet łza zakręciła mi się w oku a to jest jak najbardziej na plus, bo rzadko trafiam na książkę, przy której się wzruszam.
Jest to wspaniała, wzruszająca powieść, która na długo zostanie w mojej pamięci. Polecam!
Moja ocena: 9/10
Jojo Moyes
Zanim się pojawiłeś
Cykl: Zanim się pojawiłeś (tom 1)
Wydawnictwo: Świat Książki 2016
Liczba stron: 384
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytamy zekranizowane książki
Wielkobukowe wyzwanie 2017 (Herbatka u Królowej)
środa, 5 października 2016
Bal absolwentów - Ruth Newman
Przyznam szczerze, że sięgając po tą książkę nie spodziewałam się po niej zbyt wiele. Ot kolejny kryminał, toczący się w studenckim środowisku. Na szczęście mile się rozczarowałam. Akcja była poprowadzona przemyślanie, że książkę czytało się jednym tchem, a zakończenie... było zaskoczeniem.
Fabuła wydaje się dość przeciętna. W studenckim środowisku zaczynają ginąć młode, piękne studentki. Podczas jednego z morderstw w pokoju zalanym krwią oprócz ofiary jest jeszcze jedna studentka Olivia , ale jest w stanie katatonii i jej chłopak Nick. Psychiatra Matthew Denison jest przekonany, że dziewczyna widziała mordercę, ale musi dotrzeć do jej zablokowanej świadomości. Czy uda mu się to? Kto jest mordercą?
Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to typowy kryminał, po którym nie można spodziewać się nic nowego. Byłam zaskoczona. Narracja prowadzona na dwóch płaszczyznach sprawia, że książkę czytało się jednym tchem. Poza tym autorka tak skutecznie myliła tropy, że nieraz mieszało mi się w głowie. Kiedy już myślałam, że wiem kto jest mordercą na kolejnych kartach książki moja teoria runęła jak domek z kart i musiałam od nowa wszystko sobie w głowie układać. Liczne retrospekcje pokazują ostatnie dni życia zamordowanych studentek i pomagają ukształtować portret psychologiczny studentów, którzy mieli największą styczność z ofiarami. Zachwycona jestem poziomem intrygi zawartej w książce. Aż do ostatniej chwili nie wiedziałam kto może być mordercą. Autorka tak zręcznie potrafiła wyprowadzić w pole, że nieraz dłużej trzeba się było zastanowić, żeby odkryć rozwiązanie zagadki. Zakończenie dosłownie wbiło mnie w fotel!!! Autorka jest po prostu genialna. Po tak wielu przeczytanych kryminałach myślałam, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Myliłam się. Takiego zakończenia nigdy bym się nie spodziewała. Aż otwarłam usta ze zdziwienia i tylko nasuwało się pytanie: ale jak to? Mało która książka tak mnie zaskoczyła. Na plus oczywiście.
Serdecznie polecam dla fanów zawiłych historii i kryminałów z odpowiednim klimatem.
Moja ocena: 9/10
Ruth Newman
Bal absolwentów
Wydawnictwo Amber 2008
Liczba stron: 272
Książka bierze udział wyzwaniu
ABC czytania (wariant 1 - literka B)
Fabuła wydaje się dość przeciętna. W studenckim środowisku zaczynają ginąć młode, piękne studentki. Podczas jednego z morderstw w pokoju zalanym krwią oprócz ofiary jest jeszcze jedna studentka Olivia , ale jest w stanie katatonii i jej chłopak Nick. Psychiatra Matthew Denison jest przekonany, że dziewczyna widziała mordercę, ale musi dotrzeć do jej zablokowanej świadomości. Czy uda mu się to? Kto jest mordercą?
Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to typowy kryminał, po którym nie można spodziewać się nic nowego. Byłam zaskoczona. Narracja prowadzona na dwóch płaszczyznach sprawia, że książkę czytało się jednym tchem. Poza tym autorka tak skutecznie myliła tropy, że nieraz mieszało mi się w głowie. Kiedy już myślałam, że wiem kto jest mordercą na kolejnych kartach książki moja teoria runęła jak domek z kart i musiałam od nowa wszystko sobie w głowie układać. Liczne retrospekcje pokazują ostatnie dni życia zamordowanych studentek i pomagają ukształtować portret psychologiczny studentów, którzy mieli największą styczność z ofiarami. Zachwycona jestem poziomem intrygi zawartej w książce. Aż do ostatniej chwili nie wiedziałam kto może być mordercą. Autorka tak zręcznie potrafiła wyprowadzić w pole, że nieraz dłużej trzeba się było zastanowić, żeby odkryć rozwiązanie zagadki. Zakończenie dosłownie wbiło mnie w fotel!!! Autorka jest po prostu genialna. Po tak wielu przeczytanych kryminałach myślałam, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Myliłam się. Takiego zakończenia nigdy bym się nie spodziewała. Aż otwarłam usta ze zdziwienia i tylko nasuwało się pytanie: ale jak to? Mało która książka tak mnie zaskoczyła. Na plus oczywiście.
Serdecznie polecam dla fanów zawiłych historii i kryminałów z odpowiednim klimatem.
Moja ocena: 9/10
Ruth Newman
Bal absolwentów
Wydawnictwo Amber 2008
Liczba stron: 272
Książka bierze udział wyzwaniu
ABC czytania (wariant 1 - literka B)
czwartek, 31 marca 2016
Tajemnica amuletu - Jane Johnson
Książka przykuła moją uwagę przepiękną okładką. Przywodzi mi na myśl dalekie podróże w głąb pustyni.Czytając książkę wyobrażałam sobie te przepiękne krajobrazy, które autorka opisywała.
Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach: w teraźniejszości i przeszłości. Poznajemy dwie bohaterki tych światów: Isabelle i Mariatę, które łączy tytułowy amulet.
Isabelle pracuje jako doradca podatkowy i odnosi zawodowy sukces. Jest singielką. Jej ojciec zostawia jej w spadku tajemnicę do rozwiązania. W tajemniczej skrzyni znajduje afrykański amulet i przeróżne dokumenty. Dziewczyna nie ma pojęcia o pochodzeniu przedmiotu. Wraz z najbliższą przyjaciółką udaje się do Maroka, gdzie próbuje rozwikłać pochodzenie tajemniczego przedmiotu. Podróż będzie obfitować w wiele niebezpieczeństw, ale przyniesie ze sobą coś innego. Pozwoli dziewczynie odkryć swoją własną tożsamość.
Mariata to potomkini tuareskich władców. Po śmierci matki ojciec wydał ją na wychowanie ciotki. Nie czuje się w tym plemieniu dobrze, poza tym syn wodza rości sobie do niej prawa. Wybawienie następuje ze strony starszej kobiety Rahmy, która przybyła po nią, aby uzdrowiła jej syna. Dziewczyna udaje się ze kobietą. Poznaje jej syna Amstana, który jest bliski obłędu z powodu wydarzeń z przeszłości. Jest pozbawiony kontaktu z rzeczywistością a w ręku ściska tajemniczy amulet. Gdy odda go dziewczynie wróci do zdrowia. Młodzi zakochują się w sobie. Będą chcieli się pobrać, ale los będzie dla nich okrutny i na ich drodze postawi wiele przeszkód.
Historia naprawdę mnie zafascynowała. Jednak bardziej podobały mi się losy Mariaty, która okazała się wyjątkowo silną kobietą. Jej siła i wola walki była godna podziwu. Była gotowa na wszystko, żeby odzyskać utracone szczęście. Autorka w przepiękny sposób przedstawiała krajobrazy Maroka: pustynie i oazy. Zafascynowało mnie również życie ludzi pustymi. Pisarka w umiejętny sposób łączy całą akcję z opisami życia plemion: ich zwyczaje, wierzenia.
Książkę czyta się całkiem przyjemnie, jak dobrą powieść przygodową. Cały czas zastanawiałam się co łączy Mariatę z Isabelle i na końcowych kartach zaczęłam się już powoli tego domyślać. Autorka naprawdę mnie zaskoczyła. Naprawdę polecam tą powieść nie tylko wielbicielom afrykańskim opowieści.
Moja ocena: 8/10
Jane Johnson
Tajemnica amuletu
Wydawnictwo Sonia Draga 2011
Liczba stron: 392
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Gra w kolory II
ABC Czytania (wariant 1 - literka T)
Akcja dzieje się na dwóch płaszczyznach: w teraźniejszości i przeszłości. Poznajemy dwie bohaterki tych światów: Isabelle i Mariatę, które łączy tytułowy amulet.
Isabelle pracuje jako doradca podatkowy i odnosi zawodowy sukces. Jest singielką. Jej ojciec zostawia jej w spadku tajemnicę do rozwiązania. W tajemniczej skrzyni znajduje afrykański amulet i przeróżne dokumenty. Dziewczyna nie ma pojęcia o pochodzeniu przedmiotu. Wraz z najbliższą przyjaciółką udaje się do Maroka, gdzie próbuje rozwikłać pochodzenie tajemniczego przedmiotu. Podróż będzie obfitować w wiele niebezpieczeństw, ale przyniesie ze sobą coś innego. Pozwoli dziewczynie odkryć swoją własną tożsamość.
Mariata to potomkini tuareskich władców. Po śmierci matki ojciec wydał ją na wychowanie ciotki. Nie czuje się w tym plemieniu dobrze, poza tym syn wodza rości sobie do niej prawa. Wybawienie następuje ze strony starszej kobiety Rahmy, która przybyła po nią, aby uzdrowiła jej syna. Dziewczyna udaje się ze kobietą. Poznaje jej syna Amstana, który jest bliski obłędu z powodu wydarzeń z przeszłości. Jest pozbawiony kontaktu z rzeczywistością a w ręku ściska tajemniczy amulet. Gdy odda go dziewczynie wróci do zdrowia. Młodzi zakochują się w sobie. Będą chcieli się pobrać, ale los będzie dla nich okrutny i na ich drodze postawi wiele przeszkód.
Historia naprawdę mnie zafascynowała. Jednak bardziej podobały mi się losy Mariaty, która okazała się wyjątkowo silną kobietą. Jej siła i wola walki była godna podziwu. Była gotowa na wszystko, żeby odzyskać utracone szczęście. Autorka w przepiękny sposób przedstawiała krajobrazy Maroka: pustynie i oazy. Zafascynowało mnie również życie ludzi pustymi. Pisarka w umiejętny sposób łączy całą akcję z opisami życia plemion: ich zwyczaje, wierzenia.
Książkę czyta się całkiem przyjemnie, jak dobrą powieść przygodową. Cały czas zastanawiałam się co łączy Mariatę z Isabelle i na końcowych kartach zaczęłam się już powoli tego domyślać. Autorka naprawdę mnie zaskoczyła. Naprawdę polecam tą powieść nie tylko wielbicielom afrykańskim opowieści.
Moja ocena: 8/10
Jane Johnson
Tajemnica amuletu
Wydawnictwo Sonia Draga 2011
Liczba stron: 392
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Gra w kolory II
ABC Czytania (wariant 1 - literka T)
wtorek, 29 marca 2016
Szczęśliwe zakończenie - Lucy Dillon
Już dawno nie czytałam tak pełnej ciepła opowieści. Chociaż powieści obyczajowe też czytuje od czasu do czasu, to już dawno książka z tego gatunku nie wciągnęła mnie tak bardzo jak ta.
Książka opowiada losy dwóch przyjaciółek: Michelle i Anny. Pierwsza z nich to pedantyczna, dobrze zorganizowana bizneswomen, która wyrwała się z toksycznego związku i z powodzeniem prowadzi sklepik z różnymi drobiazgami nazwanym Home Sweet Home. Natomiast Anna to żona i macocha trzech córek swojego męża Phila. Pozornie nie mają ze sobą wiele wspólnego, ale połączy je wielka przyjaźń, która z czasem zostanie wystawiona na ciężką próbę.
Co mnie najbardziej urzekło w tej książce? Że jest pełna ciepła i miłości. Opowiada o normalnym życiu, jego problemach i radościach, o marzeniach, które czasami trudno jest spełnić. Postacie obu przyjaciółek były bardzo dobrze zarysowane. Sama nie wiem którą z przyjaciółek bardziej polubiłam: Michelle czy Annę. Trudno mi wybrać.
Michelle to z pozoru osoba chłodna i z dystansem. Nie odkrywa się do końca. Nawet Anna nie wie wszystkiego o jej małżeństwie, z którego musiała się uwolnić i nadal próbuje. Prawie do połowy powieści autorka nie wyjaśnia co się wydarzyło między nią a Harveyem, jej mężem. Co on takiego jej zrobił, że kobieta drży na sam dźwięk jego imienia? Byłam bardzo zniecierpliwiona i zaciekawiona tym co się stało i czy Michelle w końcu będzie spokojnie żyć, bo nawet jej matka z całych sił starała się aby ona i Harvey się zeszli. Była nim zachwycona. Irytowała mnie ta baba, ale pod koniec powieści się zrehabilitowała. Zachowała się tak jak matka powinna się zachować.
Anna jest tak jakby przeciwieństwem Michelle. Odkąd straciła posadę bibliotekarki zajmuje się domem i opieką nad pasierbicami i dalmatyńczykiem Pongo. Jest osobą pełną ciepła, uwielbiającą książki i starającą się rozbudzić taką samą miłość u pasierbicach. Nie jest łatwe zadanie. Stara się być dla nich przyjaciółką i zaskarbić ich akceptację. Gdy Michelle proponuje jej objęcie posady kierowniczki księgarni jej życie się zmieni. Ale czy na lepsze? Czy będzie jej dane znaleźć upragnione szczęście i spełnić marzenia?
Książka od dawna stała na regale i nie mogłam się za nią zabrać, ale w końcu mi się udało. Bardzo się z tego cieszę, bo to naprawdę świetna lektura. Aż sama chciałabym być w tej księgarni, którą prowadziła Anna, skosztować pysznej kawy i zagłębić się w lekturę. Dużą rolę w powieści odgrywają psy: dalmatyńczyk Pongo i terier Tavis. Aż chciało by się samemu mieć takie cudowne psiaki. One odmieniają świat bohaterów książki. Miłym dodatkiem są także przykłady książek, jakie Anna poleca swoim pasierbicom i przyjaciółce Michelle, która jak tylko może wzbrania się przed literaturą, ale Anna i na nią znajdzie sposób. Naprawdę polecam tą pozycję.
Moja ocena: 8/10
Lucy Dillon
Szczęśliwe zakończenie
Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2012
Liczba stron: 496
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam opasłe tomiska
Mini book challenge ( powieść zalegająca na regale od co najmniej kilku miesięcy)
Pod hasłem (spacyjkowe schodki)
Książka opowiada losy dwóch przyjaciółek: Michelle i Anny. Pierwsza z nich to pedantyczna, dobrze zorganizowana bizneswomen, która wyrwała się z toksycznego związku i z powodzeniem prowadzi sklepik z różnymi drobiazgami nazwanym Home Sweet Home. Natomiast Anna to żona i macocha trzech córek swojego męża Phila. Pozornie nie mają ze sobą wiele wspólnego, ale połączy je wielka przyjaźń, która z czasem zostanie wystawiona na ciężką próbę.
Co mnie najbardziej urzekło w tej książce? Że jest pełna ciepła i miłości. Opowiada o normalnym życiu, jego problemach i radościach, o marzeniach, które czasami trudno jest spełnić. Postacie obu przyjaciółek były bardzo dobrze zarysowane. Sama nie wiem którą z przyjaciółek bardziej polubiłam: Michelle czy Annę. Trudno mi wybrać.
Michelle to z pozoru osoba chłodna i z dystansem. Nie odkrywa się do końca. Nawet Anna nie wie wszystkiego o jej małżeństwie, z którego musiała się uwolnić i nadal próbuje. Prawie do połowy powieści autorka nie wyjaśnia co się wydarzyło między nią a Harveyem, jej mężem. Co on takiego jej zrobił, że kobieta drży na sam dźwięk jego imienia? Byłam bardzo zniecierpliwiona i zaciekawiona tym co się stało i czy Michelle w końcu będzie spokojnie żyć, bo nawet jej matka z całych sił starała się aby ona i Harvey się zeszli. Była nim zachwycona. Irytowała mnie ta baba, ale pod koniec powieści się zrehabilitowała. Zachowała się tak jak matka powinna się zachować.
Anna jest tak jakby przeciwieństwem Michelle. Odkąd straciła posadę bibliotekarki zajmuje się domem i opieką nad pasierbicami i dalmatyńczykiem Pongo. Jest osobą pełną ciepła, uwielbiającą książki i starającą się rozbudzić taką samą miłość u pasierbicach. Nie jest łatwe zadanie. Stara się być dla nich przyjaciółką i zaskarbić ich akceptację. Gdy Michelle proponuje jej objęcie posady kierowniczki księgarni jej życie się zmieni. Ale czy na lepsze? Czy będzie jej dane znaleźć upragnione szczęście i spełnić marzenia?
Książka od dawna stała na regale i nie mogłam się za nią zabrać, ale w końcu mi się udało. Bardzo się z tego cieszę, bo to naprawdę świetna lektura. Aż sama chciałabym być w tej księgarni, którą prowadziła Anna, skosztować pysznej kawy i zagłębić się w lekturę. Dużą rolę w powieści odgrywają psy: dalmatyńczyk Pongo i terier Tavis. Aż chciało by się samemu mieć takie cudowne psiaki. One odmieniają świat bohaterów książki. Miłym dodatkiem są także przykłady książek, jakie Anna poleca swoim pasierbicom i przyjaciółce Michelle, która jak tylko może wzbrania się przed literaturą, ale Anna i na nią znajdzie sposób. Naprawdę polecam tą pozycję.
Moja ocena: 8/10
Lucy Dillon
Szczęśliwe zakończenie
Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2012
Liczba stron: 496
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Czytam opasłe tomiska
Mini book challenge ( powieść zalegająca na regale od co najmniej kilku miesięcy)
Pod hasłem (spacyjkowe schodki)
środa, 23 marca 2016
Morderstwo na plebanii - Agata Christie
Moją uwagę ta książka zwróciła swoim tytułem. Pomyślałam, że to może być coś ciekawego. Nie myliłam się. Dostałam naprawdę świetną powieść pióra Królowej Kryminału.
Narratorem powieści jest proboszcz małego miasteczka. Saint Mary Meade. Pewnego dnia w swoim gabinecie znajduje ciało pułkownika Protheoe. Mężczyzna nie należał do lubianych i miał w miasteczku więcej wrogów niż przyjaciół. Do zbrodni przyznaje się jego żona Anna i malarz Lawrence Redding. Czy któreś z nich jest mordercą? A jeśli nie, to kto zabił?
"Morderstwo na plebanii" jest pierwszą książką z serii o pani Marple, która ma żyłkę detektywistyczną i w zasadzie to jej uda się rozwiązać całą zagadkę tajemniczej zbrodni. Jej inteligencja zadziwi policjantów. Mnie też zadziwiła, nie spodziewałam się takiego rozwiązania. Co prawda podejrzewałam tą osobą, ale potem ktoś całkiem inny chodził mi po głowie i zostałam całkowicie wywiedziona w pole. Na uwagę zasługuje także postać proboszcza, który od początku prowadzonego śledztwa był nim zainteresowany i pomagał stróżom prawa. Troszczę przypominało mi to "Ojca Mateusza" z tym, że to nie proboszcz rozwiązał zagadkę, ale niepozorna mieszkanka miasteczka.
Autorka wprowadziła w akcję powieści sporą dozę humoru. Doskonale przedstawiała mentalność małego miasteczka, gdzie wszyscy się wszystkim interesują i o wszystkim wiedzą. Nieraz się uśmiałam. Na uwagę zasługuje właśnie pani Marple, dzięki której udało się rozwiązać zagadkę. Mimo, że nie pojawia się ona zbyt często to od razu ja polubiłam. W miasteczku jet uważana za starą pannę, zajmującą się swoim ogrodem. Ale kobieta umie obserwować i wyciągać odpowiednie wnioski i dzięki tamu udało się odkryć kto jest mordercą. Brawo! Jak już wspomniałam mnie nie udało się jej rozwikłać i to jest plus dla autorki. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Była naprawdę wciągająca. Polecam.
Moja ocena: 8/10
Agata Christie
Morderstwo na plebanii
Cykl: Pani Marple (tom 1)
Wydawnictwo Dolnośląskie 2007
Liczba stron: 224
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Mini book challenge ( Jedna książka Królowej Kryminału)
Pod hasłem (spacyjkowe schodki)
Czytamy zekranizowane książki
Narratorem powieści jest proboszcz małego miasteczka. Saint Mary Meade. Pewnego dnia w swoim gabinecie znajduje ciało pułkownika Protheoe. Mężczyzna nie należał do lubianych i miał w miasteczku więcej wrogów niż przyjaciół. Do zbrodni przyznaje się jego żona Anna i malarz Lawrence Redding. Czy któreś z nich jest mordercą? A jeśli nie, to kto zabił?
"Morderstwo na plebanii" jest pierwszą książką z serii o pani Marple, która ma żyłkę detektywistyczną i w zasadzie to jej uda się rozwiązać całą zagadkę tajemniczej zbrodni. Jej inteligencja zadziwi policjantów. Mnie też zadziwiła, nie spodziewałam się takiego rozwiązania. Co prawda podejrzewałam tą osobą, ale potem ktoś całkiem inny chodził mi po głowie i zostałam całkowicie wywiedziona w pole. Na uwagę zasługuje także postać proboszcza, który od początku prowadzonego śledztwa był nim zainteresowany i pomagał stróżom prawa. Troszczę przypominało mi to "Ojca Mateusza" z tym, że to nie proboszcz rozwiązał zagadkę, ale niepozorna mieszkanka miasteczka.
Autorka wprowadziła w akcję powieści sporą dozę humoru. Doskonale przedstawiała mentalność małego miasteczka, gdzie wszyscy się wszystkim interesują i o wszystkim wiedzą. Nieraz się uśmiałam. Na uwagę zasługuje właśnie pani Marple, dzięki której udało się rozwiązać zagadkę. Mimo, że nie pojawia się ona zbyt często to od razu ja polubiłam. W miasteczku jet uważana za starą pannę, zajmującą się swoim ogrodem. Ale kobieta umie obserwować i wyciągać odpowiednie wnioski i dzięki tamu udało się odkryć kto jest mordercą. Brawo! Jak już wspomniałam mnie nie udało się jej rozwikłać i to jest plus dla autorki. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Była naprawdę wciągająca. Polecam.
Moja ocena: 8/10
Agata Christie
Morderstwo na plebanii
Cykl: Pani Marple (tom 1)
Wydawnictwo Dolnośląskie 2007
Liczba stron: 224
Książka bierze udział w wyzwaniach:
Mini book challenge ( Jedna książka Królowej Kryminału)
Pod hasłem (spacyjkowe schodki)
Czytamy zekranizowane książki
sobota, 30 stycznia 2016
Ścigając umarłych - Tim Weaver
Do przeczytania książki zachęcił mnie opis na okładce "Samotny detektyw w wypełnionej przemocą powieści dla czytelników o mocnych nerwach". Owszem przemoc była, ale nie trzeba mieć mocnych nerwów do jej przeczytania, jeżeli o mnie chodzi. Być może już w swym życiu zbyt dużo przeczytałam thrillerów i stałam się bardziej wymagająca.
Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem powieści jest były dziennikarz śledczy David Raker, który zajmuje się odnajdywaniem zaginionych osób. Po śmierci swojej ukochanej żony nie przyjął żadnego nowego zlecenia. Pewnego dnia przychodzi do niego Mary, zrozpaczona matka, której syn zaginął kilka lat temu, a rok temu zginął w wypadku samochodowym. Kobieta wyjawia mu, że widziała na ulicy swojego zmarłego syna Alexa. Prosi Davida, żeby go odszukał. Na początku mężczyzna sceptycznie odnosi się do jej słów. Na początku jej nie wierzy, ale postanawia podjąć się zadania, bo czuje, że tego chciałaby jego ukochana żona. I tu zaczyna się prawdziwa akcja. David wkracza w świat mrocznych intryg, zagadek i ściąga na siebie niebezpieczeństwo. Mimo ostrzeżeń brnie w tą sprawę, bo obiecał, że zakończy to. Co takiego odkrył, że teraz grozi mu śmierć? Co z tym wszystkim wspólnego ma Alex? Czy naprawdę żyje?
Jest to naprawdę mroczny thriller psychologiczny, który czyta się niemal jednym tchem. Nie powiem, żeby był taki mocno mrożący krew w żyłach, ale trzyma dobry poziom i długo nie można o niej zapomnieć. Są momenty przerażające, ale nie aż tak, jak to przedstawia opis na okładce. Mnie tylko przeraził moment przybijania do krzyża bohatera jak i opis Legiona, który wydawał mi się naprawdę nie tylko odrażającą ale szaloną postacią, która miała swoją własną wizję świata i chciała wprowadzić ją w życie. Nie będę więcej zdradzać, bo a nuż ktoś się zainteresuje i odbiorę mu przyjemność czytania. Jak na debiut powieściowy autora jest naprawdę dobry. Pierwszoosobowa narracja powodowała, że człowiek wczuł się w akcję, która pędziła w zastraszającym tempie. Nawet nie wiem kiedy pochłonęłam książkę. I zaskoczyło mnie zakończenie,a to jest najważniejsze w thrillerach.
Może dla innych schemat może się wydawać już znany i oklepany. Bo to już było. Detektyw-amator szukający zaginionej osoby i wpadający na trop afery, o której nikt nie powinien wiedzieć. Jednak wykonanie było naprawdę dobre. Trudno uwierzyć, że jest to debiut powieściowy autora. Spokojnie mogę ja polecić fanom gatunku.
Tim Weaver
Ścigając umarłych
Cykl: David Raker (tom 1)
Wydawnictwo Amber 2010
Liczba stron: 326
Moja ocena 8/10
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Gra w kolory II (biały)
Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem powieści jest były dziennikarz śledczy David Raker, który zajmuje się odnajdywaniem zaginionych osób. Po śmierci swojej ukochanej żony nie przyjął żadnego nowego zlecenia. Pewnego dnia przychodzi do niego Mary, zrozpaczona matka, której syn zaginął kilka lat temu, a rok temu zginął w wypadku samochodowym. Kobieta wyjawia mu, że widziała na ulicy swojego zmarłego syna Alexa. Prosi Davida, żeby go odszukał. Na początku mężczyzna sceptycznie odnosi się do jej słów. Na początku jej nie wierzy, ale postanawia podjąć się zadania, bo czuje, że tego chciałaby jego ukochana żona. I tu zaczyna się prawdziwa akcja. David wkracza w świat mrocznych intryg, zagadek i ściąga na siebie niebezpieczeństwo. Mimo ostrzeżeń brnie w tą sprawę, bo obiecał, że zakończy to. Co takiego odkrył, że teraz grozi mu śmierć? Co z tym wszystkim wspólnego ma Alex? Czy naprawdę żyje?
Jest to naprawdę mroczny thriller psychologiczny, który czyta się niemal jednym tchem. Nie powiem, żeby był taki mocno mrożący krew w żyłach, ale trzyma dobry poziom i długo nie można o niej zapomnieć. Są momenty przerażające, ale nie aż tak, jak to przedstawia opis na okładce. Mnie tylko przeraził moment przybijania do krzyża bohatera jak i opis Legiona, który wydawał mi się naprawdę nie tylko odrażającą ale szaloną postacią, która miała swoją własną wizję świata i chciała wprowadzić ją w życie. Nie będę więcej zdradzać, bo a nuż ktoś się zainteresuje i odbiorę mu przyjemność czytania. Jak na debiut powieściowy autora jest naprawdę dobry. Pierwszoosobowa narracja powodowała, że człowiek wczuł się w akcję, która pędziła w zastraszającym tempie. Nawet nie wiem kiedy pochłonęłam książkę. I zaskoczyło mnie zakończenie,a to jest najważniejsze w thrillerach.
Może dla innych schemat może się wydawać już znany i oklepany. Bo to już było. Detektyw-amator szukający zaginionej osoby i wpadający na trop afery, o której nikt nie powinien wiedzieć. Jednak wykonanie było naprawdę dobre. Trudno uwierzyć, że jest to debiut powieściowy autora. Spokojnie mogę ja polecić fanom gatunku.
Tim Weaver
Ścigając umarłych
Cykl: David Raker (tom 1)
Wydawnictwo Amber 2010
Liczba stron: 326
Moja ocena 8/10
Książka bierze udział w wyzwaniu:
Gra w kolory II (biały)
piątek, 22 stycznia 2016
Gra - Penny Jordan
Książka
przykuła mą uwagę ciekawym opisem i tajemniczą okładką. Nie
rozczarowałam się. Lubię takie historie z dreszczykiem i wątkiem
miłosnym w tle.
Główną
bohaterką jest Pepper Minezse. Jest to kobieta sławna, bogata, z
powodzeniem prowadząca dobrze prosperującą firmę. Osiągnęła
wszystko to czego chciała, co sobie założyła dawno temu, kiedy w
okrutny sposób została skrzywdzona.
Pepper
tak naprawdę ma na imię Rachel. Dziewczyna pochodzi z cygańskiego
rodu. Była wychowywana przez babkę Naomi. Jej matka zmarła po
porodzie. Od początku dziewczyna czuje się przy swoich jak „obca”
. To przez matkę, która skalała cygańską krew i zadała się z
białym, którego zabił niedoszły narzeczony matki i w konsekwencji
trafił do więzienia. Rachel w wieku piętnastu lat musiała szybko
dorosnąć. Straciła jedyną bliską jej osobę: babkę Naomi.
Musiała opuścić obóz i zacząć samodzielne życie. Imała się
różnych zajęć. Nie wstydziła się ciężkiej pracy fizycznej. W
końcu dostała pracę kelnerki. Dzień, w którym spotyka Tima
Wildinga odmienia jej życie.
Tim
jest studentem. Pochodzi z bogatej rodziny. Na początku sprawia
wrażenie miłego chłopca, ale to tylko pozory. Jest satanistą.
Podejrzewa, że Rachel jest dziewicą i widzi w niej idealną
ofiarę dla swego pana: Lucyfera. Ponadto ma skłonności
homoseksualne – jest w związku z Simonem Herrisem. Zdobywa
zaufanie dziewczyny i zaprasza ją do swojej posiadłości, gdzie
zamierza wprowadzić swój plan w życie. Jednak dziewczyna w porę
orientuje się w intencjach chłopaka. Podpowiada jej to głos babki,
która ostrzega ją przed niebezpieczeństwem. Ponadto pojawia się
znienawidzony przez Tima dziadek i tym samym dziewczyna zostaje
uratowana. Wracają do Oxfordu, gdzie Tim spotyka się Simonem i
wszystko mu opowiada. Podczas kłótni Tim spada z mostu. Simon za
śmierć kochanka obwinia Rachel. Jest opętany żądzą zemsty i
postanawia zrobić wszystko, żeby ją ukarać. Chłopak sam wyrósł
na sadystę i człowieka czerpiącego przyjemność w zadawaniu bólu.
I o tym przekona się Rachel. Zostaje porwana przez dwóch członków
bractwa satanistycznego, który stworzył Simon z Timem. Simon
obchodzi się z nią brutalnie, gwałci ją. Dziewczyna następnego
dnia budzi się łóżku Milesa, współlokatora Simona. Ucieka
stamtąd. Po pewnym czasie orientuje się, że zaszła w ciążę. W
wyniku wypadku poznaję Mary i Philipa, którzy zostają jej rodziną,
roztaczają nad nią opiekę. Dziewczyna oddaje im swoje dziecko,
żeby było otoczone miłością i bezpieczeństwem, czymś co ona
nie może mu dać.
W
tej chwili zmienia całkowicie swoje życie. Jest inteligenta, mądra.
Robi wszystko, żeby osiągnąć swój cel: stać się bogatą. Staje
się Pepper Minezse (nemezis – bogini zemsty). Osiąga swój cel.
Dzięki doskonałemu zmysłowi organizacji i smykałki do biznesu
staje się sławną kobietą z sukcesem prowadzącą swoją firmę.
Nie zapomniała jednak o tym co się stało w przeszłości.
Starannie zbierała informacje o swoich wrogach, które mogłyby
zniszczyć ich karierę i życie. Spotyka się z nimi i przedstawia
im ultimatum. Oni jednak nie poddadzą się tak łatwo. Przez całe
życie pracowali na to co osiągnęli i nie zamierzają z tego tak po
prostu zrezygnować. Pepper do końca nie zdawała sobie sprawy jaką
niebezpieczną grę rozpoczęła. Grę w której nie tylko ona może
stracić życie, bo jeden z mężczyzn, na których chce się zemścić
jest bardzo niebezpieczny i do końca nie wyrównał z nią rachunków
w przeszłości. Jest gotowy na wszystko, dosłownie na wszystko.
Książka
podobała mi się, aczkolwiek było parę zgrzytów. Innych mogą
odstraszyć przydługie opisy dotyczące przeszłości Pepper jak i
jej przeciwników: ich dążenie do sukcesu. O ile losy kobiety mnie
interesowały, to o tyle mężczyzn wydawały mi się nużące, ale
autorka widocznie uznała, że są potrzebne, żeby zrozumieć całą
psychikę i ich działanie.
Pepper
to silna, ale skrzywdzona przez los kobieta. I ta krzywda miała
wpływ na nią w przyszłości. Nie potrafiła zaufać żadnemu
mężczyźnie ani zbliżyć się do siebie. Stała się oschła i
niedostępna, co nie znaczy, że mężczyźni jej unikali. Wprost
przeciwnie: stanowiła dla nich zagadkę i intrygowała ich. Żadnemu
z nich nawet przez myśl by nie przeszło, że oprócz tego jednego
razu kiedy została zgwałcona, nigdy więcej nie obcowała z żadnym
mężczyzną. Już Pepper postarała się o swoją reputację.
Temat
jest interesujący. Zawsze uwielbiałam historyjki z zemstą w tle.
Ciekawiły mnie i kibicowałam mścicielom, albo mścicielkom. Ta
historia pokazuje, że zemsta nie prowadzi do niczego dobrego i może
tylko unieszczęśliwić. Czy bohaterka zrozumie to? Nie mogę
zdradzić, tego można się dowiedzieć z kart powieści.
Penny
Jordan
Gra
Wydawnictwo
Mira 2014
Liczba
stron: 560
Moja ocena: 7/10
Książka bierze udział w wyzwaniach:
wtorek, 5 stycznia 2016
Zemsta Manitou - Graham Masterton
Zachęcona
poprzednią częścią cyklu o Manitou nie mogłam się powstrzymać
i sięgnęłam po tom drugi. Nie zawiodłam się. Autor utrzymał
poziom.
Misquamacus
powraca żeby dokonać krwawej zemsty. Wciela się w ośmioletniego
chłopca i zapowiada, że w dniu ciemnych gwiazd odrodzi się
dwudziestu dwóch szamanów, którzy za każdego jednego zabitego
Indianina zabiją człowieka białej rasy. Znowu przeciwnikiem demona
jest Harry Erskine i Śpiewająca Skała. Ale jest z nimi także Neil
Frecher, ojciec chłopca, w którego właśnie wniknął Misquamacus.
Neil
od razu wiedział, że z synem dzieje się coś złego. Zaczęło się
od koszmarnych snów i wizji człowieka w szafie. Także mężczyźnie
ukazał się duch i zdradził swoje plany. Jednak nikt nie chce mu
wierzyć, ani żona, ani przyjaciele. Uważają, że to wpływ stresu
i przepracowania. A Neil wie, że nie zwariował. Postanawia wziąć
sprawy w swoje ręce. Odkrywa, że nie tylko jego syna nawiedzają
przerażające sny. Wszystkie dzieci w klasie Toby'ego mają
koszmary. Neil wie, że to nie jest przypadek i dzieje się coś
czego nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć. Trafia do Billy'ego
Ritchie'ego, który jako jedyny zna wiele legend o Indianach i od
niego dowiaduje się najgroźniejszym z indiańskich szamanów.
Starszy człowiek opowiada mu także o przepowiedni, że 22 szamanów
odrodzi się, żeby dokonać zemsty na śmierć swoich braci. Neil
przeczuwa, że ma to związek z jego synem i dziećmi z jego klasy.
Billy daje mu namiary na Harry'ego Erskina, jasnowidza, który miał
już do czynienia z Misquamacusem i kiedyś udało mu się go
pokonać. Neil nie ma innego wyjścia jak poprosić jasnowidza o
pomoc. Razem z nim i Śpiewającą Skałą będą starali się
zapobiec mającej iść katastrofie i uratować dzieci, w ciała
których mają się wcielić szamani.
Książka
trzymała poziom. Wyczuwało się to narastające napięcie, nie
mogłam się doczekać do będzie dalej. Nie wiało nudą. Tak jak w
przypadku pierwszej części są odniesienie do wierzeń indiańskich,
co było interesujące i sprawiało, że wszystko było dopracowane.
Były oczywiście absurdy, z których można się pośmiać, jak np.
wątek z prześcieradłem, ale nie będę zdradzać, żeby nie psuć
zabawy, komuś, kto chciałby przeczytać tą pozycję. Zakończenie
może nie było tak zaskakujące, jak w przypadku „Manitou”, ale
książka na tym nie straciła. Jestem pewna, że sięgnę po dalsze
części serii. Polecam dla miłośników autora, aczkolwiek nie jest
to wybitna pozycja. Ot dla zwykłej rozrywki i tak trzeba to
traktować.
Graham
Masterton
Zemsta
Manitou
Cykl:
Manitou (tom 2)
Wydawnictwo
Albatros 2012
Liczba
stron: 304
Moja ocena 7/10
piątek, 11 grudnia 2015
Manitou - Graham Masterton
Tą
pozycję powinien chyba znać każdy miłośnik literatury grozy. Ja
zbytnio się nie zaczytuje w tego typu powieściach, tylko od czasu
do czasu. Po „Manitou” sięgnęłam z czystej ciekawości. Jest
to debiut powieściowy Grahama Mastertona, dzięki któremu przyniósł
autorowi sławę.
Głównym
bohaterem jest Harry Erskine – jasnowidz. Chociaż nie można go
tak nazwać. Jest on zwykłym oszustem, szarlatanem, który znalazł
sposób na wyciąganie pieniędzy od starszych kobiet. Pewnego razu
trafia do niego młoda kobieta, Karen Tandy. I to spotkanie odmienia
jego życie. Okazuje się, że w jej ciele odradza się duch
największego indiańskiego szamana Misquamacusa, który
powrócił po trzynastu latach, żeby dokonać zemsty za śmierć
swoich braci. Dziewczyna trafia do szpitala. Lekarze nie mogą usunąć
jej stale powiększającej się narośli, gdyż narazili by ją na
śmierć. Wkrótce Misquamacus opuszcza ciało kobiety i wtedy
zaczyna się walka o życie. Zaczynają ginąć ludzie. Harry wraz z
szamanem Śpiewająca Skałą próbują unicestwić demona, a nie
jest to takie proste.
Jak na debiut literacki to
książka jest dobra. Wartka akcja, która sprawia, że nie można
się od niej oderwać. Po raz pierwszy spotkałam się z powieścią,
która jest oparta na wierzeniach Indian i to było bardzo
fascynujące. Autor nie przynudzał. Prawdę mówiąc po debiucie nie
spodziewałam się zbyt wiele, a tu taka niespodzianka. Może nie
jest to zbyt wybitna powieść, ale mnie się podobała. Autor lubi
budować napięcie i zaciekawić czytelnika. Jedno jest pewne: na
pewno sięgnę po dalsze części cyklu, bo zapowiada się całkiem
interesująco. Może przekonam się i znowu zacznę czytać tego typu
literaturę. Co do grozy, to ja akurat się nie bałam, ale mało
jest rzeczy które teraz mogą mnie przestraszyć. Może jakby była
młodsza. Niemniej jednak jest to pozycja godna polecenia dla
miłośników tego gatunku.
Graham Masterton
Manitou
Cykl: Manitou ( tom 1)
Wydawnictwo Albatros 2012
Liczba stron: 272
Moja ocena 8/10
sobota, 14 listopada 2015
Święte serca - Sarah Dunant
Klasztor powinien się kojarzyć z
miejscem modlitwy i kultu. Jest to miejsce uświęcone, gdzie
powołani do życia zakonnego oddają się w służbę Bogu. Książka
pokazuje, że na przestrzeni lat różnie z tym bywało. Najczęściej
o wstąpieniu do klasztoru decydowały finanse. Zazwyczaj rodzinę
stać było wydać tylko jedną córkę za mąż, pozostałe oddawano
do klasztoru, gdzie koszty posagu były mniejsze.
Tak do klasztoru trafia 16- letnia
Isabetta, gdzie przyjmuje imię Serafina. Zostaje rozdzielona z
ukochanym, nauczycielem śpiewu. Dziewczyna od początku się
buntuje, nie chce przystosować się do życia klasztornego. Wyje
dniami i nocami. Z pomocą przychodzi siostra Zuana, która w
społeczności klasztornej jest zielarką i opiekuje się chorymi
zakonnicami. Także do klasztoru trafiła z przymusu, bo po śmierci
swojego ojca, od którego w posagu dostała książki, nie miała nic
i nie miała się gdzie podziać. Między Serafiną a Zuaną
nawiązuje się nić porozumienia i przyjaźń, która zostanie
wystawiona na próbę...
Książka mnie w niektórych momentach
zszokowała. Wydawałoby się, że w klasztorze powinien być jakiś
rygor, czy dyscyplina, ale nie w klasztorze św. Katarzyny we
Włoszech, gdzie dzieje się akcja. Zakonnice wierzą w zabobony,
snują intrygi a nawet wystawiają sztuki dla publiczności. Niekiedy
przekraczają pewne granice, jak np. siostra Umiliana, mistrzyni
nowicjatu, która zachęca nowicjuszki do postu, który mógłby
prawie zabić młode dziewczyny i madonna Chiara – przeorysza
klasztoru, która nawet posuwa się do kłamstwa, żeby zatrzymać u
siebie m młode dziewczyny i nie stracić posagu.
Przedstawiona rzeczywistość jak i
postacie zostały dobrze wykreowane przez autorkę, dzięki czemu
mogłam wniknąć w ten świat. Początkowo denerwował mnie styl
narracji w czasie teraźniejszym, ale później się przemogłam.
Styl lekki, tak, że książkę czyta się niemal jednym tchem. Może
zakończenie przewidujące, ale i tak warto ją przeczytać.
Sarah Dunant
Święte serca
Wydawnictwo Świat Książki 2011
Liczba stron: 464
Moja ocena: 8/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)










